hits counter Kierunek zwiedzania - Ebook PDF Online
Hot Best Seller

Kierunek zwiedzania

Availability: Ready to download

Takie twarze miewali słynni oszuści. Dzięki tej twarzy może być każdym: w Witebsku Mesjaszem, w Leningradzie — profesorem. Kiedy przyjeżdża do Warszawy, miejscowym wyznawcom przypomina Mickiewicza. Kiedy umiera w Leningradzie, uczniowie widzą w nim Chrystusa. Przyjaciel robi ostatnią serię portretów. (Na pierwszym rysunku twarz jeszcze żyje. Na drugim jest martwa jak podus Takie twarze miewali słynni oszuści. Dzięki tej twarzy może być każdym: w Witebsku Mesjaszem, w Leningradzie — profesorem. Kiedy przyjeżdża do Warszawy, miejscowym wyznawcom przypomina Mickiewicza. Kiedy umiera w Leningradzie, uczniowie widzą w nim Chrystusa. Przyjaciel robi ostatnią serię portretów. (Na pierwszym rysunku twarz jeszcze żyje. Na drugim jest martwa jak poduszka). Kim jest bohater tej opowieści? Twórcą, prorokiem czy może wielkim mistyfikatorem? W książce Marcina Wichy spacer po wyimaginowanej wystawie prac Malewicza staje się pretekstem do opowieści o utopijnych projektach i niespełnionych marzeniach, o rosyjskiej rewolucji i naszej współczesności. Eksponatami są tu obrazy, znaki interpunkcyjne, buraki cukrowe i ludzkie losy. Autor umyka muzealnej narracji, z uśmiechem i nie bez ironii podejmuje grę z konwencją artystycznej biografii, a jednocześnie, już całkiem serio, próbuje znaleźć język zdolny uchwycić istotę malarstwa - i daje przy tym niezwykły popis literackiego kunsztu. Tego dnia sam chce być farbą. Czuć tę farbę na sobie. Chce się nią posmarować. Owinąć. Chce ją zobaczyć całym ciałem, bez użycia oczu. Nie chce być malarzem. Chce być obrazem. Kolorem. Wszystkimi kolorami. Najlepiej królem kolorów w kolorowej szacie. Chce mieć kolorowe skrzydła, zostawiać za sobą barwną smugę.


Compare

Takie twarze miewali słynni oszuści. Dzięki tej twarzy może być każdym: w Witebsku Mesjaszem, w Leningradzie — profesorem. Kiedy przyjeżdża do Warszawy, miejscowym wyznawcom przypomina Mickiewicza. Kiedy umiera w Leningradzie, uczniowie widzą w nim Chrystusa. Przyjaciel robi ostatnią serię portretów. (Na pierwszym rysunku twarz jeszcze żyje. Na drugim jest martwa jak podus Takie twarze miewali słynni oszuści. Dzięki tej twarzy może być każdym: w Witebsku Mesjaszem, w Leningradzie — profesorem. Kiedy przyjeżdża do Warszawy, miejscowym wyznawcom przypomina Mickiewicza. Kiedy umiera w Leningradzie, uczniowie widzą w nim Chrystusa. Przyjaciel robi ostatnią serię portretów. (Na pierwszym rysunku twarz jeszcze żyje. Na drugim jest martwa jak poduszka). Kim jest bohater tej opowieści? Twórcą, prorokiem czy może wielkim mistyfikatorem? W książce Marcina Wichy spacer po wyimaginowanej wystawie prac Malewicza staje się pretekstem do opowieści o utopijnych projektach i niespełnionych marzeniach, o rosyjskiej rewolucji i naszej współczesności. Eksponatami są tu obrazy, znaki interpunkcyjne, buraki cukrowe i ludzkie losy. Autor umyka muzealnej narracji, z uśmiechem i nie bez ironii podejmuje grę z konwencją artystycznej biografii, a jednocześnie, już całkiem serio, próbuje znaleźć język zdolny uchwycić istotę malarstwa - i daje przy tym niezwykły popis literackiego kunsztu. Tego dnia sam chce być farbą. Czuć tę farbę na sobie. Chce się nią posmarować. Owinąć. Chce ją zobaczyć całym ciałem, bez użycia oczu. Nie chce być malarzem. Chce być obrazem. Kolorem. Wszystkimi kolorami. Najlepiej królem kolorów w kolorowej szacie. Chce mieć kolorowe skrzydła, zostawiać za sobą barwną smugę.

30 review for Kierunek zwiedzania

  1. 5 out of 5

    Wojciech Szot

    Największą ironią losu jest fakt, że książkę Marcina Wichy złożono krojem “Paperback”. Bo spodziewałbym się raczej kroju “Masterpiece”. --- Harmonia natury uzależniona jest od równowagi przeciwieństw, a naszą planetę kształtują skrajności, które sprowadzają się do linii horyzontalnych. Tak uważali madame Helena Pietrowna Bławatska i matematyk M. H. J. Schoenmaekers. Zapewne tak samo uważał Kazimierz Malewicz, skoro ideał harmonii, możliwość - jak pisał - “przezwyciężenia pozornych sprzeczności św Największą ironią losu jest fakt, że książkę Marcina Wichy złożono krojem “Paperback”. Bo spodziewałbym się raczej kroju “Masterpiece”. --- Harmonia natury uzależniona jest od równowagi przeciwieństw, a naszą planetę kształtują skrajności, które sprowadzają się do linii horyzontalnych. Tak uważali madame Helena Pietrowna Bławatska i matematyk M. H. J. Schoenmaekers. Zapewne tak samo uważał Kazimierz Malewicz, skoro ideał harmonii, możliwość - jak pisał - “przezwyciężenia pozornych sprzeczności świata logiki trójwymiarowej” znalazł w czarnym kwadracie na białym tle. Ale zanim to się stało musiały wyrosnąć buraki. W tłustym błocie czarnoziemu. I powiedzmy to od razu. Był Polakiem. Encyklopedia podaje: “pochodził z zamieszkałej w Rosji POLSKIEJ KATOLICKIEJ rodziny SZLACHECKIEJ (...) Malewiczowie byli PolakamI (...) Władał biegle polskim (...) ojczystymi (...) także (...) ukraiński (...) deklarował (...) polskie pochodzenie lub narodowość”. O czarnoziemie z którego rodzą się cukrowe buraki, o polskości i sztuce, która może przezwycięża sprzeczności logiki, ale nie jest w stanie wygrać z ciągnikiem historii, pisze Marcin Wicha w “Kierunku zwiedzania”, książce po której lekturze rodzi się wiele pytań, ale jedno z nich jest najważniejsze - kiedy przyjechał tramwaj? Zadać je mogą jednak tylko ci spośród czytelników i czytelniczek, którzy w tym momentami szalonym spacerze wytrwają do końca i jakby w nagrodę zatrzymają się wraz z narratorem w pewien poniedziałek patrząc na budynek z lat trzydziestych wybudowany w międzynarodowym i ponadczasowym stylu “modernizm skąpstwa”. Szary dom z płaską twarzą, jak pisze Wicha. Zwyczajny i tak przewidywalny, że zauważalny tylko dla kogoś, kto czegoś szuka. Albo dla kogoś, kto żył wśród peerelowskich osiedli i każdy modernizm, nawet ten najlichszy jest dla niego wart zauważenia. Narrator “Kierunku zwiedzania” dostrzega coś, co ukrywa się przed naszym wzrokiem. Szczegół w pozbawionej detali fasadzie. Mnogi szczegół. Małe otwory wentylacyjne pod oknem. Tramwaj, na który czeka narrator nie nadjeżdża, za to nadciąga wspomnienie ojca, który “posługiwał się mową obrazkową” i na pytanie o dzieciństwo “zaczynał szkicować plan mieszkania”, czasem też szkic przestrzenny. Podokienna szafka, do której chłodne powietrze wlatywało dzięki niewielkiej dziurze w ścianie, zajmowała ważne miejsce w ojcowskich wspomnieniach. Tak się zatacza historia, czasem po pijaku, dryfując od krawężnika do trawnika, czasem krokiem równym, marszowym, marszobiegiem, biegiem, kłusem, na wspak, wprost na znak. I tak ta książka choć ma kierunek zwiedzania, to czasem nawet w jednym akapicie idzie po kwadracie. Jak w obrazie Doesburga, "Rytm tańca rosyjskiego" (365 dni na zwrot, miliony wzorów, "darmowa dostawa personalizacji"). Państwo spojrzą na okładkę tej książki (projekt graficzny i skład: Przemek Dębowski). Płócienna oprawa, czarny druk. Zaczynamy w prawym, lewym rogu. “Marcin Wicha Kierunek zwiedzania”, dynamiczna, filuterna strzałka i czarny kwadrat. Co Państwo myślą? Proszę się nie obawiać, każda opinia się liczy. Pan w okularach? A może jednak w czasach postpandemicznych spacer po muzeum literatury, gdzie zapewne kiedyś wystawią książkę Wichy, trzeba sobie inaczej wyobrazić? Jako czynność czysto wirtualną, w której jest jakaś przestrzeń na ekranie i my nawigujący za pomocą myszki czy kursorów. I zaznaczone punkty, na które należy kliknąć, by usłyszeć czy przeczytać kuratorskie opisy. I na taki spacer zaprasza Marcin Wicha. “Na ścianie przy wejściu wisi portret: powiększona fotografia. (....) Urodził się w 1879. Reszta historii utonie w zamyśleniach i domysłach”. A nawet to nie jest pewne. A MOŻE JEDNAK W 1878? A twarz artysty? “Rysy Picassa są skarbem całej ludzkości”. Matisse już “nie ta liga”, a ta twarz, no cóż, “przykro powiedzieć”, ta twarz jest dziurawa. Tak zaczniemy spacer po - jak to piszą pewnie dalej kiepskie monografie - życiu i dziele Kazimierza Malewicza, autora rewolucji, która szybko została pochłonięta przez inne rewolucje i choć fascynuje, to wciąż wydaje się niezrozumiała. Książka Wichy to przypomnienie o tym, czemu powinniśmy pamiętać o rewolucjonistach i ich gestach, zwłaszcza w czasach, gdzie sztuka służy ideom pieniądza, rynku, władzy, miasta, ludzkości, nie potrafiąc służyć samej sobie. Negując samą siebie, podważając się. Wicha traktuje tekst jak plastyczny budulec, przekomarzając się z czytelnikiem, któremu podsuwa niby odredaktorskie wtrącenia w rodzaju “Tutaj należałoby wstawić słowo o Lisickim”. Pozwalają one na łamanie reguł, nagłe wtrącenia całkiem obszernych fragmentów niekoniecznie bezpośrednio związanych z tematem wycieczki, powidoków chwilami odległych, choć atrakcyjnych w zakresie symbolicznym. Jak w izbie pamięci, gdzie zgromadzone artefakty z trudem ożywają opowiadane przez przewodnika bądź przewodniczkę, ale jednak próbują się wyrwać z gabloty, wyłamać gwóźdź, którym przybite zostają na wieczne spoglądanie w jedną stronę. To ryzykowna literacko gra, którą Wicha obłaskawia już na samym początku książki familiaryzując i ironizując swoje pisanie. Gdy zapędza się w pierwszym rozdziale w stylistyczne zabawy włączając w to trawestacje “Hymnu do miłości” ku czci architektury, pisze: “Przepraszam, to zabrzmi głupio, ojciec by mnie zabił za takie gadanie”. To pozwala z jednej strony narratorowi snucie nawet najbardziej ryzykownych, niekiedy - gdyby je wyodrębnić i traktować jako suwerenną część - wręcz kiczowatych rozważań o świecie swoich bohaterów, z drugiej - przypomina, że za tym wszystkim stoi cień ojca, który - gdyby żył - nie pozwoliłby na takie pisanie. Na literackie ryzyko, architektoniczne konstrukcje, szarganie praw wewnątrztekstowej logiki, wkładanie przypisy do tekstu i gry z nagłówkami, interpunkcją, znakiem i przestrzenią książki. Pomysłów na gry z tekstem i czytelnikiem Wicha ma jak bogaty właściciel cyrku na zaskoczenie widzów. Tylko, że w tym cyrku chodzi o naprawdę wysoką stawkę - o sztukę i jej sens, o prawo do eksperymentu i niepokorności, prawo do jednorazowego zmienienia świata i nieumiejętności poradzenia sobie z konsekwencjami tej zmiany. O prawo do uporu i stania przy swoim. O Kazimierza Malewicza, który był Polakiem. Wicha zwraca uwagę na pewien bardzo suprematystyczny paradoks. Otóż im silniejsza, zamordystyczna, totalitarna władza, tym więcej miejsca w oficjalnej propagandzie dla rzeczy kruchych, zwiewnych i nietrwałych. Budowane z rozmachem sceny wielkich przedstawień, które niszczono tuż po wystawieniu i nasyceniu oka władzy, zespoły baletowe tak często spotykane na dworach zamożnych despotów, manufaktury porcelany zakładane przez tyranów. To jedna z piękniejszych opowieści Wichy, o tym, że “tłuc i rozbijać może każdy. Prawdziwa władza to przechowywanie. Władza nad porcelaną jest władzą nad śmiercią”. Może dlatego w opustoszałych domach po wojnie zawsze tyle tej potłuczonej porcelany znajdowano, jakby trzeba było wytłuczeniem zastawy podkreślić dzieło zniszczenia. Czy “forma znajdzie funkcję” jak pisze Wicha? Malewicz, który gdy rewolucje artystyczne przestały być dla władzy bezpieczne, znalazł pracę w jednej z fabryk porcelany, zaprojektował tylko jeden czajnik i wzór filiżanki. “Komplet nie wszedł do masowej produkcji, dzięki czemu wielu niewinnych ludzi uniknęło poparzenia wątkiem”. Jak na książkę o awangardzie, jest Wicha miejscami zupełnie nieawangardowy. Ale czarny kwadrat na białym tle też został namalowany na płótnie, zatem ma prawo do tych klamr kompozycyjnych, rozpadania się narracji i wracania do wycieczki, leksykograficznych rozdzialików tak wyraźnie odróżniających się od płynnego i fascynującego tekstu. Fascynujące w tej książce jest to, jak autor sam walczy o prawo do niepoddawania się kryteriom i bawi formalnie. To też kolejna książka, po m.in. "Dwunaste" Springera pokazująca, że świat literatury non-fiction potrzebuje fikcji. Wicha nie jest rygorystycznym biografem, a kimś tworzącym na przecięciu eseju, apokryfu, biografii i autobiografii. Dla czytelnika ma to sporo zalet, choć nie zdziwię się jeśli będą Państwo trochę rozczarowani efektem, bo jest to książka dla Wichy równie osobista jak poprzednie, ale niekoniecznie osobista dla czytelników, których zwyczajnie intryguje raczej życie niż sztuka. Przywilejem artysty jest jednak nie zważać na to, tworzyć sztukę dla sztuki, literaturę dla piękna literatury i drwić wtedy, gdy ma się ochotę drwić i być poważnie śmiertelnym gdy wymaga tego śmiertelna powaga. Wtedy uchodzi nawet farba, która “podnosi bunt” na obrazie. Ożywa, “próbuje się ukryć, wykręcić, schować”. Będzie czytany na wskroś, horyzontalnie i w rytmie tańca rosyjskiego. Malewicz podrabiał samego siebie, malując obrazy “z wczesnego okresu” w okresie późnym i antydatując je, uzupełniał własna biografię. Był w teraźniejszości i przeszłości, a jednocześnie chciał robić rewolucję, a więc zmieniać przyszłość. W tym sensie był trójwymiarowy, niezbyt suprematystyczny. A może był jeszcze inny Malewicz? Wielu ich w książce Wichy. Lektura “Kierunku zwiedzania” to fascynująca przygoda, pokazująca że można literaturę traktować jak sztukę, a nie wyrobnictwo. I największą ironią losu jest fakt, że książkę złożono krojem “Paperback”. Bo spodziewałbym się raczej kroju “Masterpiece”.

  2. 4 out of 5

    Jowita Mazurkiewicz

    Zachwyciło. Przede wszystkim nieograniczona poetycka językowa wyobraźnia, która nadaje światu książki wyjątkową fakturę i sprawia, że pachnie farbą i ziemią. Forma, która jest ze wszech miar wypełniona znaczeniami, konsekwentna i zaskakująca - efektowna, ale nigdy efekciarska. Napięcie między głosem przewodnika i głosem narratora jest czasem dowcipne, czasem ironiczne, czasem pełne rozżewnienia, ma w sobie coś teatralnego, przykuwa zawsze do "tu i teraz", angażuje, ożywia nieożywione. No i Malew Zachwyciło. Przede wszystkim nieograniczona poetycka językowa wyobraźnia, która nadaje światu książki wyjątkową fakturę i sprawia, że pachnie farbą i ziemią. Forma, która jest ze wszech miar wypełniona znaczeniami, konsekwentna i zaskakująca - efektowna, ale nigdy efekciarska. Napięcie między głosem przewodnika i głosem narratora jest czasem dowcipne, czasem ironiczne, czasem pełne rozżewnienia, ma w sobie coś teatralnego, przykuwa zawsze do "tu i teraz", angażuje, ożywia nieożywione. No i Malewicz... Bohater Wichy, jak przystało na artystę wystawianego w muzeum, gorączkowo walczy o istnienie, ale niekiedy zwiedzającym umyka, trzeba poskładać go sobie samemu z fragmentów, detali, strzępków. W jego wyraźnie wykreowanym życiorysie odbija się czas awangardy i rewolucji, jest jednocześnie osobny i taki jak wszyscy, egzemplifikuje wzlot i upadek pewnej formacji kulturowej, jej nadzieje i rozczarowania. Jest pełen słabości i złudzeń, nie da się w niego nie uwierzyć. Sięgałam po Wichę z obawą, że wizyta w jego muzeum mnie znudzi - Malewicz nie szczególnie mnie interesował, a o awangardzie wiem o wiele za mało. A jednak niemal każda strona wbijała mnie w fotel. To doskonała rzecz.

  3. 4 out of 5

    e.

    ,,po rewolucji obiecywał, że pewnego dnia wszystko zniknie. pośpiech, wysiłek, praca. pewnego dnia nie będziemy już nic produkować. stukać, piłować, zgniatać. nie będziemy ryć w ziemi ani kopać węgla. staniemy się jak pszczoły. wysnujemy świat z siebie. świat będzie wychodził z ust jak z oddech. będzie wracał jak wdech. bez bólu w klatce. zadyszki. będziemy światem. będziemy przezroczystą nicią jak powietrze. na razie wieje wiatr. ulica wbija się w miasto. wychodzi słońce. przez chwile jest na ,,po rewolucji obiecywał, że pewnego dnia wszystko zniknie. pośpiech, wysiłek, praca. pewnego dnia nie będziemy już nic produkować. stukać, piłować, zgniatać. nie będziemy ryć w ziemi ani kopać węgla. staniemy się jak pszczoły. wysnujemy świat z siebie. świat będzie wychodził z ust jak z oddech. będzie wracał jak wdech. bez bólu w klatce. zadyszki. będziemy światem. będziemy przezroczystą nicią jak powietrze. na razie wieje wiatr. ulica wbija się w miasto. wychodzi słońce. przez chwile jest nadzieja, że kiedyś te biedne, na wpół uduszone domy, szare budynki z niską saturacją zdołają jeszcze złapać oddech.'' co za lektura.

  4. 5 out of 5

    Szymon Holcman

    Brawurowa, zaskakująca rzecz. Niedoskonała, ale mam wrażenie, że nawet jej wady zostały skrupulatnie zaplanowane. Opinie na pewno będą podzielone, ale dla mnie to póki co najlepsza premierowa książka jaką w 2021 przeczytałem. Czuję, że zostanie ze mną na dłużej.

  5. 4 out of 5

    Senga

    Są takie książki, w których po pierwszym akapicie od razu wiadomo, że są napisane dla Was. Tak było z „Kierunkiem zwiedzania”. „W końcu wszyscy stajemy się dorośli. Są różne sposoby. Można urosnąć i utyć. Stawiać całe stopy na ziemi. Trochę się garbić. Wbijać pięści w kieszenie. Nie wyrywać się przed szereg. Sprawić sobie okulary, zsuwać je na koniec nosa i patrzeć znad oprawek. Warto coś umieć, na czymś się znać, ale koniecznie na czymś konkretnym, zostać fachowcem, inżynierem, specem od układa Są takie książki, w których po pierwszym akapicie od razu wiadomo, że są napisane dla Was. Tak było z „Kierunkiem zwiedzania”. „W końcu wszyscy stajemy się dorośli. Są różne sposoby. Można urosnąć i utyć. Stawiać całe stopy na ziemi. Trochę się garbić. Wbijać pięści w kieszenie. Nie wyrywać się przed szereg. Sprawić sobie okulary, zsuwać je na koniec nosa i patrzeć znad oprawek. Warto coś umieć, na czymś się znać, ale koniecznie na czymś konkretnym, zostać fachowcem, inżynierem, specem od układania ce¬gły, kimś takim.”. Po takim początku spodziewałam się, że będzie doskonale i zaprawdę, było nawet jeszcze lepiej. Ta książka jest niesamowita, inna, świeża, zachwycająca, pomysłowa, GENIALNA. Kto chce może się nie zgodzić, ale ja zdania nie zmienię, choćby mnie w cytadeli torturowali i żaden tramwaj miał już nigdy nie przyjechać. Nie czuję się na siłach jej recenzować, bo wymyka się wszelkim formułom, definicjom, klasyfikacjom. Najprościej byłoby napisać, że jest to biografia Kazimierza Malewicza (który był Polakiem i nie należy o tym nawet na chwilę zapominać), jednak jak na biografię zdecydowanie za mało koncentruje się na faktach z życia artysty, a bardzo na nim samym. Do tego jest to fikcja, która opiera się na zaskakująco długiej liście źródeł i pozycji w bibliografii (swoją drogą bardzo jaskrawy przykład tego jak pisarz może podchodzić poważnie do swojej pracy, w kontraście do „Niskorosłej”), jednak nie jest to powieść. Czas akcji również nie zamyka się w latach życia malarza, ale przenosi nas z teraźniejszości w przeszłość, przeskakuje między dekadami. Wicha zabiera nas do muzeum ojca awangardy, oprowadza po kolejnych salach, pokazuje wystawy czasowe, zanurza nas w kontekście i pozwala sobie na dygresje. Jest przewodnikiem prowokacyjnym i sypiącym anegdotkami, zanurzonym w słowach, barwach, rzeczach, bogato operującym słowem, chociaż porusza się w królestwie prostych barw i geometrycznej formy. Owszem, poznajemy życie Malewicza, ale poza tym jest to historia o rewolucji, która zjada własne dzieci, o tym co jest ważniejsze – geniusz czy talent, o wierności idei i próbach jej zabicia, o niszczeniu i tworzeniu, o wielkości i cenie, którą się za nią płaci. Tak wiele się tu dzieje. Jedyny zarzut – nie ma tu kobiet. Jest matka, trzy żony, córka, uczennice, ale każdej z nich poświęca Wicha zdanie, może trzy. I ja wiem, że to jest opowieść o czymś innym, ale trudno mi uwierzyć, że były one dla malarza aż tak mało znaczące. Wybaczam jednak ten brak, bo język go rekompensuje. Matko, jak to jest napisane! Marcin Wicha jest absolutnym mistrzem słowa, owija czytelnika, wciąga, pochłania, nie puszcza i nagle okazuje się, że książka się kończy. Jakie tam są doskonałe zdania, jak to wszystko jest zaplanowane, na swoim miejscu. Po prostu uwielbiam <3 Tak, jak Evaristo i „Dziewczyna, kobieta, inna” zostaną moim tegorocznym objawieniem wśród autorek, tak Marcin Wicha umocnił się na przedzie peletonu wśród piszących mężczyzn i nie sądzę żeby ktoś go dogonił w najbliższym czasie. Dajcie mu Nike!

  6. 5 out of 5

    Adam

    Jak to jest napisane, No i jak to jest wydane! Masz w dłoniach książkę żywcem wyjętą z lat 60. Płócienne okładki powinny wrócić szerzej do łask! A Wicha pisze jak nikt inny, jeśli to nie jest pozycja na wszelakie literackie nagrody, to nie wiem, która nią jest. Na taki mix biografii, powieści, refleksji, form, szeroko podparty solidnym materiałem źródłowym nie trafia się często. Książka o awangardzie musi być awangardowa. To niepowtarzalna przygoda - oprowadzanie po muzeum przez najlepszego prze Jak to jest napisane, No i jak to jest wydane! Masz w dłoniach książkę żywcem wyjętą z lat 60. Płócienne okładki powinny wrócić szerzej do łask! A Wicha pisze jak nikt inny, jeśli to nie jest pozycja na wszelakie literackie nagrody, to nie wiem, która nią jest. Na taki mix biografii, powieści, refleksji, form, szeroko podparty solidnym materiałem źródłowym nie trafia się często. Książka o awangardzie musi być awangardowa. To niepowtarzalna przygoda - oprowadzanie po muzeum przez najlepszego przewodnika. Wicha pięknie opowiada dzieła artystów z różnych dziedzin sztuki. Po opisie łapałem się na tym, że zderzałem moje wyobrażenia ze stanem faktycznym. Rzeczywiście wyglądały tak, jak sobie je wyobraziłem po słowach Wichy. I nie chodzi tu tylko o Czarny kwadrat. I pamiętajcie, że Malewicz był Polakiem. I mogłaby ta wycieczka dłużej trwać. Z wypiekami na twarzy oczekuję kolejnego dzieła Mistrza Marcina.

  7. 4 out of 5

    Ola

    to byla niezwykła lektura

  8. 5 out of 5

    Natalia

    To, co działa w felietonie, krótkiej formie na dwie, trzy, dziesięć czy nawet piętnaście stron, niekoniecznie musi działać przez stron dwieście pięćdziesiąt. Czuję się jeszcze bardziej zmęczona po lekturze niż przed jej rozpoczęciem (a świadczę teraz skutki drugiej dawki szczepionki). Lekturze, która miała uderzyć w moją wrażliwość i zmysł obserwacji, bo tego spodziewam się po autorze. Krótkie zdania są teraz niezwykle popularne i ja również je cenię, ale na wszystkie bory szumiące, to nie jest To, co działa w felietonie, krótkiej formie na dwie, trzy, dziesięć czy nawet piętnaście stron, niekoniecznie musi działać przez stron dwieście pięćdziesiąt. Czuję się jeszcze bardziej zmęczona po lekturze niż przed jej rozpoczęciem (a świadczę teraz skutki drugiej dawki szczepionki). Lekturze, która miała uderzyć w moją wrażliwość i zmysł obserwacji, bo tego spodziewam się po autorze. Krótkie zdania są teraz niezwykle popularne i ja również je cenię, ale na wszystkie bory szumiące, to nie jest rozwiązanie na książkę, co najwyżej, jak pisałam wyżej, na felieton, artykuł w gazecie, recenzję. Były trzy lub cztery błyskotliwe momenty, sama biografia Malewicza nie mogłaby być mniej angażująca. Ciężka, oj ciężka przeprawa.

  9. 4 out of 5

    Iza Hille

    Zmęczyła mnie ta książka (w szczególności część 2 i 3), brakowało mi tego osobistego podejścia z poprzednich książek autora. Nie wiem czy to kwestia samego Malewicza, którego życiorys nigdy mnie nie pociągał, czy właśnie braku emocji czy osobistej historii.

  10. 5 out of 5

    Monika

    Pięknie napisana książka na niezmiernie nudny temat.

  11. 4 out of 5

    Edyta

    Książka Wichy jest idealnym przykładem tego, że w XXI wieku trudno mówić o gatunkach książek. "Kierunek zwiedzania" stoi na granicy biografii i powieści, jednocześnie będąc po prostu osobnym tworem, który nie wpisuje się w żadną definicję. Myślę, że podejście do tej książki jako do biografii może być rozczarowujące dla tych, którzy pragną skondensowanej wiedzy. Z drugiej strony, osoby poszukujące ciekawej powieści mogą po prostu nie być zainteresowane postacią Malewicza, a nie wydaje mi się by s Książka Wichy jest idealnym przykładem tego, że w XXI wieku trudno mówić o gatunkach książek. "Kierunek zwiedzania" stoi na granicy biografii i powieści, jednocześnie będąc po prostu osobnym tworem, który nie wpisuje się w żadną definicję. Myślę, że podejście do tej książki jako do biografii może być rozczarowujące dla tych, którzy pragną skondensowanej wiedzy. Z drugiej strony, osoby poszukujące ciekawej powieści mogą po prostu nie być zainteresowane postacią Malewicza, a nie wydaje mi się by sam styl autora, mimo że bardzo wciągający i intrygujący, był dostatecznym dla nich uzupełnieniem. W ostatecznym rozrachunku Wicha zadaje więcej pytań, niż odpowiada na te, które nurtują nas gdy podchodzimy do tej lektury. Próbuje pojąć genezę powstania "Czarnego Kwadratu na białym tle" poprzez liczne domysły i spekulacje, a nie poprzez czyste i klarowne: tak było. Tym co powoduje kolejne wyłamanie się z formy biografii jest sposób narracji. Czytelnik jest oprowadzany po fikcyjnym muzeum, a komentarze wymyślonego przewodnika nadają całej historii lekkość i są zabawnym dodatkiem, który ma zaintrygować czytelnika. Walczą z formą biografii jako opisania historii wybitnej jednostki, pisanej z odpowiednim patosem, między innymi poprzez liczne dygresje, które najbardziej zapadają w pamięć, a twórcy biografii często ich unikają. Mam jednak kilka zastrzeżeń, głównie dotyczących trzeciej części książki. Wicha zostawia w niej na pewnien czas Malewicza i skupia się na relacji: rewolucja - sztuka. Dla niektórych może być to najlepszy element książki, właśnie z powodu szerszego kontekstu i umieszczenia artysty w panoramie społeczeństwa, jednak mnie bardzo wybijało to z rytmu, który nadały poprzednie dwie części. Miałam wrażenie, że ten fragment był napisany w bardzo chaotyczny sposób i momentami po prostu nie wiedziałam o czym czytam i jaki to ma związek z Malewiczem. Ostatecznie, niewiele z tej części pamiętam co chyba mówi samo za siebie, skoro dopiero co skończyłam książkę. Można nie przepadać za tą książka z powodu innych oczekiwań, jednak pojawia się pytanie: czy nie tak powinna właśnie wyglądać biografia Malewicza? Postać, która złamała formę zasługuje chyba na rewolucyjną biografie. Ostatecznie, napewno są dogłębne książki o Malewiczu, które składają się jedynie z faktów, jednak czy przyciągają one wielu czytelników? Osobiście przed przeczytaniem książki Wichy nie byłam w wielkim stopniu zapoznana z twórczością Malewicza. Oczywiście wiedziałam o istnieniu czarnego kwadratu, ale nie ciągnęło mnie bardzo do tego aby poznać tego artystę. Po przeczytaniu "Kierunku zwiedzania" mam ogromną ochotę odkrywać sztukę współczesną i myślę, że między innymi taki cel przyświecał autorowi.

  12. 5 out of 5

    Michał Józef Gąsior

    Już przy "Rzeczach, których nie wyrzuciłem" marudziłem na ilość informacji w jakie musi być przysposobiony czytelnik by zrozumieć czytaną pozycję. Co ciekawe, swoją irytację wyraziłem właśnie na podstawie... obrazu "Czarny kwadrat" Malewicza. O ile więc jestem w stanie wybaczyć taki zabieg w przypadku książki takiej jak "Rzeczy...", o tyle "Kierunek zwiedzania" był dla mnie dosyć rozczarowujący. To miała być historia obrazu, artysty. Miała być podróż w przestrzeń znaczeń, interpretacji, kontekst Już przy "Rzeczach, których nie wyrzuciłem" marudziłem na ilość informacji w jakie musi być przysposobiony czytelnik by zrozumieć czytaną pozycję. Co ciekawe, swoją irytację wyraziłem właśnie na podstawie... obrazu "Czarny kwadrat" Malewicza. O ile więc jestem w stanie wybaczyć taki zabieg w przypadku książki takiej jak "Rzeczy...", o tyle "Kierunek zwiedzania" był dla mnie dosyć rozczarowujący. To miała być historia obrazu, artysty. Miała być podróż w przestrzeń znaczeń, interpretacji, kontekstu, historii! Wyjaśnienie i zrozumienie. Oczekiwałem Sudjica, dostałem... no Wichę. W moim odczuciu wręcz Wichę spotęgowanego. Są fragmenty, lepsze, ale są także te wręcz nieznośne, gdzie jak w "Mikrotykach" Sołtysa modliłem się w głowie o to, by autor wyraził się wreszcie wprost. Tak po prostu. Tak żebym sobie książkę skonsumował. Może to przejaw mojego lenistwa, ale w tym wyraża się także moja irytacja tym, iż przez książkę towarzyszyło mi uczucie braku pełnego zrozumienia. Mimo tego jest to książka ciekawa z interesującą koncepcją. Intrygujące i nieco zaskakujące podejście do "wymalowania" historii Malewicza. Na pewno "Kierunek zwiedzania" dużo lepiej oddaje emocje, klimat i kontekst niż sucha biografia. Tak jak "Czarny kwadrat" był rewolucją w dobie rewolucji, tak i ta książka stara się oddać samą stylistyką tenże zryw w chwili zrywu. I forma nie odbiega od tegoż zamysłu, bowiem wydanie, jak przystało na krakowski Karakter, jest wyśmienite.

  13. 4 out of 5

    Mateusz

    + Język! No, warsztat Pana Wichy jest przepiękny. Feeria porównań, książkę czytało się momentami bardzo lekko, w bardzo dobrym tego słowa znaczeniu. Forma przewodnika, to jak najbardziej na plus. - Momentami na tej niezwykłej wystawie się gubiłem i błądziłem, zastanawiałem się gdzie jestem i po co akurat w tym miejscu jestem; czy oby na pewno jest to coś, co powinienem oglądać w tym momencie?

  14. 5 out of 5

    Kamil Dudar

    Kierunek zwiedzania utwierdził mnie w przekonaniu, że Wicha to mistrz krótkich zdań, słów, rzeczowników. Pokazuje to w 1 i 4 części tej książki. Jednakże w 2 i 3 troszkę to wszystko się rozjeżdża. Mimo to, to naprawdę dobra i ciekawa książka. 3,5*

  15. 4 out of 5

    weronika

    Wicha nazwał tę książkę sztambuchem i tym ona właśnie jest - urywanym spacerem po życiu Malewicza, który momentami czyta się jak dobry kryminał, by zaraz potem poczuć się jak w muzeum, po którym oprowadza nas fantastyczny przewodnik.

  16. 4 out of 5

    kwieta

    "Po­ziom no­cy szyb­ko się pod­no­si. Noc się­ga do ko­lan. Do pa­sa. Za oknem zo­sta­ło jesz­cze tro­chę nie­ba. Ka­wał­ki no­cy od­ry­wa­ją się od kon­ty­nen­tu. So­wy, nie­to­pe­rze, li­ście wy­peł­nia­ją nie­bo. Wszyst­ko wo­kół umil­kło." "Po­ziom no­cy szyb­ko się pod­no­si. Noc się­ga do ko­lan. Do pa­sa. Za oknem zo­sta­ło jesz­cze tro­chę nie­ba. Ka­wał­ki no­cy od­ry­wa­ją się od kon­ty­nen­tu. So­wy, nie­to­pe­rze, li­ście wy­peł­nia­ją nie­bo. Wszyst­ko wo­kół umil­kło."

  17. 4 out of 5

    Kąpi

    To miłe, że Wicha pozwolił czytelnikowi nieco odpocząć od treści i stworzył przestrzeń na zachwyt nad formą. Trochę, jak album graficzny bez ani jednej ilustracji.

  18. 4 out of 5

    Monika Burko

    4,5

  19. 4 out of 5

    Aleksander Hudzik

    Why the heck we need yet another Malewitch biography? We do not, but Wicha is opening his first written retrospective. Marvelous.

  20. 4 out of 5

    Maciek Białous

    Jestem prostym człowiekiem, zachwycam się i płacę gwiazdkami. 4,5 za książkę + dosko wydanie.

  21. 5 out of 5

    M.Sosu

  22. 5 out of 5

    Aleksandra Suchecka

  23. 4 out of 5

    Joanna Rutkowska

  24. 5 out of 5

    Magdalena Syboñ

  25. 5 out of 5

    Krystian

  26. 4 out of 5

    Grażyna Danuta

  27. 5 out of 5

    Barbara

  28. 4 out of 5

    Anna

  29. 4 out of 5

    Aleksandra Wolak

  30. 4 out of 5

    Beata

Add a review

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Loading...